Tel. +48 605 825 521 

Czasem, kiedy padam…

Kiedy padam ze zmęczenia po mega ciężkim dniu, podczas którego:
– wygłosiłam wykład motywacyjny na Uniwersytecie
– przejechałam 100 km za kółkiem do firmy
– praca na wzorcowni
– potem 400 km do Warszawy i spotkanie służbowe
– po drodze sto telefonów ….ważnych …
Wtedy myślę,  że darem jest to, że mogłam ten maraton pokonać w miare bezbolesnie, że totalne zmęczenie w zestawieniu z dzisiejszymi łzami Eli czy Magdy to nic… Ile one by dały, żeby być na moim miejscu? Biegać za swoimi zadaniami od Szefa Szefów ? No cóż, ich zadanie jest na ten moment trudniejsze ….walka o życie w cierpieniu ….koszmarnym cierpieniu.

Dziewczyny! Przejdzie, minie, uśmierzymy ten ból i zwyciężymy! Cierpienie uszlachetnia, ale Wy jesteście przecież takie szlachetne. Pokora Eli za każdym razem mnie rozwala.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że nie rozumiem pielęgniarek w hospicjum, ktore dziwią się, że moja wolontariuszka dzwoni z prośba o pomoc i wizytę domową…. Hospicjum, do którego jest przyjęta nasza podopieczna na opiekę paliatywna ….. Jestem pewna kolejnego kroku w moim życiu….i nigdy, nikt pod moimi skrzydłami nie odmówi pomocy cierpiącemu!
W konsekwencji ból nie do zniesienia zaprowadził Elę do szpitala …..

Berni jestes kochana, że czuwasz. Jesteś cudownym motylo-aniołem!

Dziewczyny moc z nami !!!! 💪